Natasza Urbańska na początku myślała, że macierzyństwo jest nudne. Wszystko się zmieniło wraz z narodzinami jej córki Kalinki. Dziś córeczka Nataszy Urbańskiej, artystki wszechstronnej, to jej największa duma i radość. Zapraszamy na niezwykle szczerą rozmowę z kobietą spełnioną.
Zobacz również:
To największy niemowlak urodzony w Państwie Środka. Chłopiec o imieniu Chun Chun waży 7 kilogramów i jest prawdziwym rekordzistą. Rodzice i lekarze byli zszokowani.
Zobacz również:
Chcesz, żeby spacer z maluchem w wózku stał się zabawą lub małą przejażdżką? Zimą nie ma nic lepszego na rozgrzanie jak trochę ruchu.
Zobacz również:
Podczas Tygodnia Mody w Sao Paulo, będąca w 5 miesiącu ciąży top modelka Alessandra Ambrosio, przeszła po wybiegu, dumnie prezentując swój błogosławiony stan. Czy to nowy trend na pokazach?
Zobacz również:
W Azji dzieci są otaczane największą troską. Tam dzieci są największym dobrem, polisą dla dorosłych. Poświęca się im więcej czasu i opieki. Anna i Krzysztof Kubus – podróżnicy, opowiadają, jak ich białe dziecko budziło sensację.
Krzysztof Kobus: W momencie kiedy jedziemy do Azji – tam dziecko jest dobrem najwyższym. Dziecko w Azji to jest polisa na życie, na emeryturę dla rodziców. Tam do dziecka podchodzi się z radością. Tam rzadko kiedy dziecko tak naprawdę płacze, no bo ono jest w społeczności, ono jest pełnoprawnym członkiem danej społeczności i jest otaczane szacunkiem. To nie jest jakiś taki przedmiot, który krzyczy, płacze, przeszkadza.
Anna Kobus: Można sobie pozwolić w tych ciepłych krajach na większą swobodę obyczajową. Było tak w czasie naszej pierwszej wyprawy ze Stasiem i Michałkiem – młodszy miał sześć miesięcy, starszy: dwa latka. Ponieważ był upał, puszczałam ich bez pieluchy w samych jakiś spodenkach czy majteczkach. No i oczywiście starsze dziecko kompletnie nie panowało nad tym co się dzieje i zdarzało się, że jesteśmy w jakiejś restauracyjce, jemy posiłek, a dziecko sobie po prostu leje na środek podłogi. Oczywiście co by było gdyby to się zdarzyło w Europie? Wolę nie myśleć, z jakimi spojrzeniami musielibyśmy się spotkać ze strony obsługi i gości, a tam wszyscy się cieszyli: „Super! Patrzcie! Białe dziecko sika tak samo jak nasze! Ale fajnie!”. Pół zaplecza się zbiega i nikomu to nie przeszkadza. Nam też pozwalało to się bardziej zrelaksować, być lepszymi rodzicami i nie przejmować się drobiazgami. W gruncie rzeczy, okazywało się to zdrowe, bo ubranka schną tam błyskawicznie, kilogram prania kosztuje dolara, dajemy wieczorem w hotelu, rano odbieramy suche. Nie ma problemu. To nie jest problem.
Krzysztof Kobus: Europejczyk który przyjeżdża do Birmy, to najczęściej jest tak: Niemiec, Francuz, Anglik na emeryturze, ewentualnie taki młody człowiek, któremu plecak przyrósł do pleców i który szuka najtańszego noclegu. Innych ludzi tam z reguły nie ma. Jak my przyjechaliśmy z dwójka dzieci, to oni zobaczyli, ze biały ma dzieci. Były miejsca, jak poszliśmy na taki trekking w górskie wioski, gdzie oni po raz pierwszy widzieli małe, białe dziecko. Tak nam przewodnik mówił, że oni się dziwią, bo myśleli, że biali to się tak jakoś inaczej rozmnażają.
Anna Kobus: Najciekawszy był numer taki, że jak poszliśmy do jakiejś restauracji, to po piętnastu sekundach – szczególnie Staś, który miał wtedy siedem miesięcy – natychmiast był przez obsługę odbierany nam, lulany, chodzili, śpiewali mu kołysanki – żebyśmy sobie spokojnie mogli zjeść, a oni mogli się nacieszyć tym dzieckiem. Początkowo byliśmy jeszcze troszkę znerwicowani, że ciągle nam ktoś zabiera to dziecko, natomiast po pewnym czasie, jak minęło te dziesięć, dwadzieścia sekund i nikt nie był zainteresowany, to sami pytaliśmy: „Chcesz ponosić?”, albo chcieliśmy wychodzić – no co to za restauracja, żeby nikt nie wziął od nas dziecka i nie poszedł się z nim bawić?
To jest śmieszne, jak zmienia się człowiekowi perspektywa, ponieważ przed wyjazdem ja byłam spanikowana, jak to będzie, obcy ludzie będą całować moje dziecko – bakterie maja na sobie i w ogóle, po czym tam człowiek przyjechał i w ogóle mu to myślenie odpuszcza. Ci ludzie się tak zachwycają naszym dzieckiem, całują, przytulają. To jest piękne. Dzieci dostają taka dawkę miłości, jakiej nie mają szansy dostać nigdzie indziej. Trzeba pamiętać, że to jest bardzo krótki okres w ich życiu, kiedy są na to otwarte, bo teraz naszych starszych chłopców w Indonezji, ktoś próbuje dotykać, pocałować lub przytulić, a oni już nie chcą. Mały mężczyzna absolutnie sobie nie życzy, aby ktoś go tutaj lulał czy przytulał, a nie daj Boże całował.
Egzotyczne podróże z dziećmi - Anna i Krzysztof Kobus
powrót do kategorii »
Małe pieprz i wanilia, czyli podróże z ...
Dziecko jest dodatkowym wiatrem w żagle. Nie jeździ się z małymi dziećmi w ...
Ruszamy w drogę
Anna i Krzysztof podróżowali praktycznie od zawsze.
Anna Kobus: Podróżowali...
Chusta patent na podróż
Długa chusta to genialna forma transportu dzieci, pozwalająca na bliski kontak...
Karmienie i przewijanie
Karmienie piersią już raczej nie rodzi emocji na świecie. Jednak biała kobie...
Dobre i złe kierunki
Są miejsca, które nie nadają się na podróż z dzieckiem: jaskinie, wysokie ...
Zdrowie w podróży
Daleki kraj oznacza często inny klimat, czyli choroby nieznane naszemu układow...
Podróż życia
Anna i Krzysztof Kubus – podróżnicy i ich relacja z podróży po Afryce (Zam...
Ubezpieczenie
Krzysztof Kobus: Bezwzględnie trzeba wykupić ubezpieczenie. Jeżeli jedziemy s...
Świat kocha dzieci
W Azji dzieci są otaczane największą troską. Tam dzieci są największym dob...
Liczba wyświetleń serwisu: 3687946
Liczba wywiadów z gwiazdami: 47
Liczba filmów w serwisie: 1829
Długość filmów w serwisie: 122 godzin




